Lata.my - podróże małe i duże

Gwatemala – Indian Nose

Powrót
WPISZ I KLIKNIJ ENTER
Ostatnio dodane
Walentynki w Rzymie – loty z Krakowa za 218 PLN (118 PLN z WDC)
Wielkie Jabłko – Odkryj Nowy Jork w pięć dni
Pingwiny, safari i wieloryby – Kapsztad z Warszawy za 1863 PLN (1821 PLN z WDC)
Święta i Sylwester w Tajlandii – Chiang Mai, Krabi i Bangkok z Warszawy za 2681 PLN!
Hakuna Matata! Loty last minute z Warszawy na Zanzibar tylko 1770 PLN!
Od pustyni, aż po lodowce – Chile z Warszawy za 1909 PLN
Zobacz Pekin, Szanghaj i Tajwan w jednej podróży z Krakowa za jedyne 1648 PLN!
Tajemniczy Epir i Meteory z Krakowa – Lot, auto i spanie za 623 PLN
Ukraińska złota jesień – loty z Katowic do Lwowa za jedyne 78 PLN!

Indian Nose – Cerro Cristalino

Indian Nose to jeden z dwóch punktów widokowych w okolicy San Juan (drugi to Cerro Kaqasiiwaan). Swoją nazwę zawdzięcza kształtowi – wystarczy przechylić głowę w lewo o 90 stopni żeby od razu zrozumieć, dlaczego tak właśnie został nazwany.

Można tam się dostać na dwa sposoby – dłuższy i bardziej męczący to ścieżka z samego San Juan. Wyjście na górę trwa ok. trzy godziny, zakładam więc że w dół idzie się ok. dwie czyli jest to wycieczka na pół dnia. Drugi wariant to tuktuk (lub inny środek transportu) do Santa Clara i podejście od strony północnej, które zajmuje ok. 30 minut. Wybraliśmy wariant krótszy. Do Santa Clara jest 12km, ale na przejazd tuktukiem trzeba zarezerwować 30-40 minut przez serpentyny jakość drogi.

Ponieważ nikt sam nie oferował takiej wycieczki, trzeba było samemu popytać u kierowców tuktuków. Po szybkich negocjacjach z grupą paru z nich, stanęło na kwocie ok. 100 PLN za dwie osoby za całą wycieczkę (zajęła cały poranek i przedpołudnie, ok. 4-5 godzin), a w tym

  • Przejazd tuk-tukiem do Santa Clara i z powrotem
  • Wejście na Indian Nose (nasz kierowca był naszym przewodnikiem, plus na miejscu „zatrudnił” jeszcze pomocniczkę – może sam nie znał drogi albo chciał się podzielić zarobkiem z kimś znajomym)
  • Zwiedzenie plantacji kawy w San Juan, oraz poznanie całego procesu od uprawy do palenia kawy (pyszna kawa 10 GTQ, na miejscu można kupić też kawę w ziarnach oraz odzież i pamiątki)
  • Zwiedzenie skansenu tkackiego oraz opowieść o procesie uprawy i zbioru bawełny, jak również jej barwienia i tkania

Po dotarciu do Santa Clara ścieżka na szczyt zaczyna się w wiosce, ale po szybkim minięciu kilku domów dochodzimy do jej skraju, a następnie idziemy przez pola kukurydzy. W odróżnieniu od większości kukurydzy uprawianej w Polsce, ta posiada źdźbła sięgające 4-5 metrów.

Za polami zaczęło się dość strome, ale łatwe podejście na szczyt, po ziemnych i kamiennych stopniach. Z pewnością warto poświęcić czas i tam się wybrać, widok ze szczytu jest niesamowity, a według kilku zapytanych Gwatemalczyków nawet najpiękniejszy w całym kraju.

Widać jak na dłoni całe jezioro, a u naszych stóp znajduje się po lewej San Pablo oraz San Marcos, a po prawej San Juan i San Pedro (oraz zbocze wulkanu o tej samej nazwie). Nad jeziorem latało kilka orłów, a jeden z nich podleciał się przywitać.

Punkt obserwacyjny z wieżą widokową, na który weszliśmy, nie jest jednak położony na szczycie “nosa”, a aby tam dotrzeć potrzeba kilka minut podejść ścieżką. Już będąc na wieży mogliśmy usłyszeć trudne do zidentyfikowania dźwięki ze szczytu – ni to śpiew, ni to płacz. Po wejściu na sam szczyt wszystko się wyjaśniło – znajdowała się tam grupa kobiet w trakcie jakiejś ceremonii. Pytaliśmy naszego przewodnika co to za obrząd (nie chciałem wrócić do Polski z indiańską klątwą) – ale odpadł, że dokładnie to nawet on nie wie, bo nie rozpoznaje żadnej z kobiet i raczej nie pochodzą one z żadnej z okolicznych wiosek.

Staraliśmy się zatem przeszkadzać tak mało, jak się dało, a ukradkiem udało mi się nakręcić fragmenty obrządku. Sądząc po lamentach, płaczach i posiadanym przez nie zdjęciu przedstawiającego jakąś rodzinę, sądzę że mogło to być pożegnanie albo wspominki po zmarłych. Próbowałem wyłowić jakieś słowa, ale jedynym które rozpoznałem był “quetzal”. Jeśli ktoś jest w stanie zidentyfikować co za zaklęcia były odczyniane, będę wdzięczny za informację.

Po powrocie do San Juan udaliśmy się na drugi punkt naszego zwiedzania, lokalną plantację kawy. Mieliśmy okazję poznać cały proces uprawy od małych sadzonek, przez rozłożyste krzewy, metody przycinania i wyboru najlepszych ziaren podczas zbiorów. Plantacja, którą zwiedzaliśmy, była niewielka i w okolicy można znaleźć wiele podobnych. Nie ma tutaj dużych producentów, wszystko (sadzenie, uprawa, zbiór, sortowanie, etc.) odbywa się ręcznie lub przy wsparciu prostych urządzeń wykonanych własnymi siłami. Może dlatego smak lokalnej kawy robi tak dobre wrażenie. Warto też uważać na ilość spożywanej kawy, gdyż jest ona stosunkowo mocna, a chce się pić jedną za drugą.

Ostatnim punktem programu naszego zwiedzania był warsztat, a raczej skansen tkacki. Zademonstrowano nam jak zbierało się bawełnę i jak powstaje z niej nić. Zobaczyliśmy tradycyjne metody farbowania bawełny, do czego używa się składników roślinnych. Zebraną bawełnę moczy się we wcześniej przygotowanym wywarze – głównym jego składnikiem są wygotowane łodygi, liście i kwiaty, nadające kolorów. Mieliśmy też okazję zaobserwować jak wygląda samo tkanie przy użyciu tradycyjnych narzędzi.

Leave your Comments

eight − 2 =